bieganie
Dziś wiem na pewno, że miłość do biegania zawsze była we mnie. Tylko potrzebowałam czasu  żeby ją odkryć.
Ale wcale nie zaczęło się od biegania. Zaczęło się tak:  mój synek na zajęciach plastycznych zrobił papierowy medal. Przez kilka dni o to wspaniałe trofeum zaciekle walczyły wszystkie  misie. Medal nie wytrzymał presji. Syn przyszedł do mnie na skargę. "Porwał się" - wyjaśnił. "To nic, pocieszyłam, zrobisz nowy" "Też się rozwali, musisz mi skombinować prawdziwy." I popatrzył na mnie, tak prosząco, jak to potrafią tylko dzieci. Wiedziałam, że muszę mu zdobyć ten medal. I wtedy przypomniałam sobie, że czytałam niedawno o jakimś biegu, w którym wszystkim uczestnikom dają pamiątkowe medale.
Poszukałam. Okazało się, że ten bieg nazywa się 31 Maraton Warszawski i naprawdę dają medale wszystkim, którzy go ukończą. Zacisnęłam więc zęby i ruszyłam w długą podróż do mety. Truchtanie, maszerowanie i iście do mety zajęło mi 6 godzin i 40 minut. Jedynym przygotowaniem do tego biegu, jakie podjęłam, był zakup butów. To była najbardziej ekscytująca podróż w moim życiu.
Kiedy tak szłam, truchtałam i maszerowałam wśród  tłumu biegaczy uderzyło mnie to, że wszyscy są zmęczeni. Otóż ja przez lata popełniałam błąd, myśląc, że dobry biegacz  nie męczy się bieganiem. A ponieważ ja się męczyłam, uznałam, że bieganie nie jest dla mnie. Zrozumienie tego błędu było krokiem, który rozpoczął mój bieg.
Na początku nie było łatwo. Biegłam, biegłam i biegłam aż już nie mogłam, a kiedy patrzyłam na zegarek okazywało się, że wyszłam z domu pięć minut temu. Byłam zła i zniechęcona. Ale walczyłam. Bo bieganie to walka z własnym ciałem i umysłem. Za każdym razem, kiedy w niej zwyciężałam czułam się lepsza. Najtrudniej było nauczyć się nie zatrzymywać, kiedy mój mózg krzyczał "Już nie dasz rady!". Z czasem było coraz łatwiej. Jednak całkiem łatwo nie jest. Ciągle zdarzają się dni, kiedy po prostu nie chce mi się wyjść biegać. Z doświadczenia  wiem, że jeśli nie wyjdę, potem poczuję żal, dużo mniej przyjemny niż zmęczenie, towarzyszące treningowi.
Nie posunęłabym się do nazwanie biegania filozofią, ale jest to niewątpliwie sposób na życie. Fajny i zdrowy. Kiedy biegam ładniej wyglądam, lepiej śpię i mniej się denerwuję. Mądrzej jem i jestem bardziej zdyscyplinowana. Biegam powoli, bo tylko tak umiem, ale dawno temu przestało mi to przeszkadzać. Trzeba biec nie tak, by osiągnąć maksymalną prędkość, ale maksymalną przyjemność.
Często biorę udział w biegach ulicznych. Ludzie się czasami zastanawiają, dlaczego to robię, skoro prawie zawsze jestem ostatnia. Po pierwsze dlatego, że lubię atmosferę biegów ulicznych. Spotkanie znajomych, wymiana doświadczeń, to bardzo fajne. Po drugie - rywalizacja. Nie z innymi. Ale z samą sobą -  ile jestem lepsza niż ostatnio. Po trzecie - inspiracja. Tak sobie myślę, że może ktoś patrząc na mnie pomyśli "mogę biec lepiej niż ona" i zacznie biegać. Bardzo bym tego chciała.
Co najbardziej kocham w bieganiu? Kupowanie butów.
Czego nie cierpię? Potu!